Październik 2024

Za mną i innymi radnymi kolejny miesiąc pracy w charakterze radnych.

Najważniejszym w mojej ocenie wydarzeniem października 2024 były wybory sołeckie, czyli sytuacja bardzo ciekawa, zwłaszcza w gminie, która pomału staje się sypialnią Krakowa (może nie aż tak, ale z całą pewnością w sołectwach gminy Zabierzów przybyło wielu mieszkańców, którzy bądź wybudowali, bądź kupili domy na terenie naszej gminy). Taki stan rzeczy implikuje rozmaite problemy, które w jednych sołectwach odczuwane są bardziej, w innych mniej. Przede wszystkim nowi mieszkańcy mają swoje dość dokładnie określone oczekiwania, które nie zawsze są zbieżne z oczekiwaniami i przyzwyczajeniami tych, którzy żyją to od dawna lub wręcz od dziada, pradziada. Niektórzy chcieliby, żeby wsie pozostały wsiami, inni woleliby, by zamieniły się w niemalże małe miasteczka. A sołtysi i rady sołeckie muszą to pogodzić, co z pewnością nie należy do zadań łatwych. Ja w tych wyborach kibicowałam trzem kandydatom; dwóch z nich to wieloletni sołtysi z olbrzymim doświadczeniem i wiedzą, jeden – świeży kandydat bez doświadczenia, za to z zapałem, głową pełną pomysłów, otwarty na potrzeby innych. Dwóch z nich, czyli dotychczasowy sołtys Pisar Andrzej Kaczmarczyk i dotychczasowy sołtys Ujazdu Jan Baran, obroniło funkcje, z czego bardzo się cieszę, bo z oboma mam świetną współpracę i apetyt na więcej wspólnych działań, jeden, czyli ów świeży kandydat na sołtysa Rudawy Łukasz Domagalski, przepadł. Szkoda, ale trzeba uszanować wolę wyborców; widać Rudawa nie dojrzała jeszcze do zmiany sołtysa. To są uroki demokracji. Kolejnym urokiem demokracji jest czas kampanii wyborczej, a to trudny czas. Bywają kampanie prowadzone z klasą i szacunkiem do kontrkandydata, bywają też pełne niechęci, by nie rzec nienawiści, kłamstw, manipulacji.

W październiku rozpoczęłam też moje dyżury radnej, które będę pełnić w każdy drugi czwartek miesiąca w świetlicy wiejskiej w Ujeździe w godzinach od 18.00 do 20.00. Lubię kontakt z ludźmi, lubię rozmowy z mieszkańcami, choć czasem bywają trudne, lubię pomagać w rozwiązywaniu ich problemów, choć, rzecz jasna, nie zawsze jest to możliwe. Ja w ogóle lubię ludzi. Na ogół 😉

Otrzymywałam mnóstwo sygnałów zwrotnych od mieszkańców, którzy, jak się okazuje, obserwują moje działania i coraz częściej zwracają się do mnie telefonicznie, mailowo i przez Messengera ze swoimi problemami i prośbami. Ten dowód zaufania cenię sobie wybitnie i choć zawsze mówię, że nie wiem, czy daną sprawę da się załatwić zgodnie z oczekiwaniami osób, które proszą o pomoc, do tej pory nie spotkałam się z niechęcią w kontaktach inicjowanych przez mieszkańców. Bodaj najważniejszą kwestią w październiku była sprawa ulicy Spokojnej z Bolechowicach, czyli starania, by działka gminna, znajdująca się na tej ulicy, pozostała terenem zielonym. To była dobra współpraca z mieszkańcami. Zupełnie inaczej wygląda sprawa w internecie. Wciąż podejmowane są próby ataków i ośmieszania mnie przez trzy osoby z fejkowych kont. Dobrze wiem, do kogo te konta w rzeczywistości należą, ale szczerze mówiąc mam to w nosie. Niech piszą, Bóg z nimi. Wciąż za moimi plecami atakuje mnie pewna grupa, podburzana przez jedną osobę. Nie napiszę, o kogo chodzi, chociaż wiem. Szkoda pisać, szkoda klawiatury.

W październiku z Komisją Promocji, Kultury i Sportu zwizytowałam wszystkie obiekty sportowe na terenie gminy. To ciekawe doświadczenie, bo zupełnie nieporównywalna jest substancja, którą zarządzają kluby sportowe; niektóre mieszczą się w nowoczesnych, funkcjonalnych budynkach, inne w blaszanych barakach, w których grzyb na ścianach zasłaniany jest panelami ściennymi. W jednych i w drugich trenują i przebierają się dzieci.

Kolejna październikowa wizytacja to było moje spotkanie z dyrektorką szkoły w Rząsce w ramach pracy Komisji Edukacji, Zdrowia i Pomocy Społecznej. To taka obowiązkowa kontrola, która przez Komisję musi być przeprowadzona co roku. W tej kadencji Rady Gminy, a tym samym Komisji Edukacji, zdecydowaliśmy, że nie ma większego sensu zwalać się dyrektorkom poszczególnych szkół na głowę w siedem osób – tyle liczy komisja; lepiej będzie, gdy szkoły zostaną rzetelnie i kompleksowo zwizytowane przez jedną, dwie osoby z komisji, a później będziemy zapraszać na posiedzenia komisji dyrektorki tych szkół. Moja wizyta w szkole w Rząsce trwała przeszło dwie godziny, ale spokojnie mogę napisać, że poznałam dogłębnie sukcesy i potrzeby tej szkoły. Przede wszystkim jest to, moim zdaniem, szkoła świetnie zarządzana przez dyrektorkę, która potrafiła swoim zapałem zarazić grono pedagogiczne. Dość powiedzieć, że od lat przy szkole działa stowarzyszenie, założone przez nauczycieli pracujących w tej szkole, i to stowarzyszenie zarabia, startuje w konkursach, zdobywa granty! Fantastyczna sprawa. Nie zmienia to jednak faktu, że w szkole uczy się bardzo dużo dzieci, a na sale lekcyjne i gabinety zostały zaadaptowane prawie wszystkie pomieszczenia w piwnicy szkoły. Czy szkolna piwnica przerobiona na salę, w której uczą się dzieci, z okienkiem o trzedziestocentymetrowej wysokości jest optymalnym miejscem do nauki? Nie jest. Tak samo jak nie jest optymalnym miejscem do odpoczynku lub wyciszenia w czasie przerwy stolik do szachów ustawiony w dość wąskim przejściu w korytarzu. A mimo tych warunków szkoła realizuje mnóstwo innowacji, uczniowie szkoły biorą udział w konkursach przedmiotowych, piszą z dobrymi wynikami egzamin ósmoklasisty. Realia polskiej szkoły doprawdy nie są lekkie.

Ostatnim akordem mojej pracy radnej w październiku było spotkanie w poszerzonym gronie z fundacją Niebieska Pracownia; razem z jej prezeską, dyrektorką Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Zabierzowie, pedagogiem szkolnym szkoły w Zabierzowie i innymi osobami zastanawialiśmy się, jak ukierunkować działania fundacji i jak jej pomóc. Nie ukrywam, że wszyscy wiążemy z tym duże nadzieje.

Październikowa sesja Rady Gminy była spokojna i niemalże nudna, no może bez ostatniego jej akordu, ale to można zobaczyć na zapisie wideo z sesji publikowanym w internecie.