
Obiecałam Wam, Mieszkańcy, że będę regularnie zdawać relację z moich działań w roli radnej.
A praca radnej to zarówno sukcesy, jak i niepowodzenia. Tym razem zaliczyłam niepowodzenie, może nawet PORAŻKĘ.
W czasie mojego październikowego dyżuru radnej (dyżury pełnię w Ujeździe w każdy drugi czwartek miesiąca w godzinach 18.00 – 20.00), przyszedł do mnie zastępca komendanta miejscowej jednostki OSP z prośbą o pomoc dla jednostki.
Co się stało?
Jednostka OSP w Ujeździe miała trzy samochody (teraz ma już cztery), mając jednocześnie bardzo mały, kompletnie niewystarczający na jej potrzeby garaż. Druhowie rozwiązali problem w ten sposób, że wynajęli garaż na swoje samochody na pobliskiej działce. Tak to działało przez kilka lat. Niestety właściciel działki postanowił ją sprzedać – jego prawo, i wypowiedział druhom umową najmu.
Druhowie zdecydowali się zwrócić z prośbą o pomoc do mnie. Jak już wspomniałam, zastępca komendanta jednostki przyszedł na mój dyżur radnej i poprosił o pomoc w postaci wybudowania wiaty garażowej na cztery samochody. Oczywiście to nie ja miałabym wybudować tę wiatę tylko Gmina Zabierzów; druhowie z OSP Ujazd, mając pełną świadomość tego, że w centrum Ujazdu nie ma żadnej wolnej działki gminnej, dostrzegli szansę na wybudowanie wiaty na działce, którą gmina mogłaby pozyskać nieodpłatnie lub odkupić od KOWR-u. Obiecałam zorientowanie sprawy i udałam się do kierownika Wydziału Infrastruktury Komunalnej Gminy Zabierzów Konrada Maniaka, który uświadomił mnie, że KOWR zdecydowanie odmówił sprzedaży działki, na której miałaby stanąć wiata garażowa. Jednocześnie zauważył, że z działkami gminnymi w Ujeździe rzeczywiście jest duży problem, bo zwyczajnie ich nie ma. Radny Piotr Piwowoński, sam będący strażakiem i komendantem jednostki OSP, zauważył, że cztery samochody w tak małej jednostce raczej nie znajdują uzasadnienia.
W listopadzie ponownie miałam dyżur radnej w Ujeździe. Ponownie przeszedł do mnie zastępca komendanta jednostki OSP Ujazd i poprosił o możliwość nagrywania naszej rozmowy; nie miałam z tym problemu. Poinformowałam go, że nie ma możliwości wybudowania niczego na działce KOWR-u, bo nie ma możliwości jej pozyskania. Pan strażak niespecjalnie mi uwierzył, stwierdził, że podjedzie do urzędu gminy to sprawdzić i generalnie raczej tak mało sympatycznie ze mną rozmawiał. Nie mam o to pretensji ani żalu, bo i nie miałam dla niego dobrych wiadomości. Chyba trochę go zaskoczyłam tym, że byłam do tej rozmowy solidnie przygotowana.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że rzeczywiście uważam, że Ujazdowi jest potrzebny budynek komunalny z remizą; ich dotychczasowe lokum jest haniebnie małe i ciasne – jedna niewielka sala, która jest współdzielona przez: świetlicę środowiskową, Klub Seniora, sołtysa i radną. Remiza, która może i była wystarczająca sześćdziesiąt lat temu, teraz nie jest. Nawet bardzo nie jest.
Jednocześnie moje poparcie dla sprawy jako radnej nic nie daje w sytuacji, gdy nie ma gruntu, na którym można zbudować cokolwiek.
Rozumiem rozżalenie strażaków z Ujazdu. Rozumiem ich przywiązanie do swoich samochodów, które traktują jak swoje wypieszczone i wychuchane dzieci. A jednak nie jestem w stanie im pomóc.
Może w kolejnych latach powstanie szansa na budowę nowej remizy, czy chociażby – doraźnie – wiaty garażowej (choć szkoda zabytkowych samochodów na przechowywanie ich w wiacie zamiast w murowanym garażu).
To mi się nie udało.
Porażka?
Klęska?
Nie wiem. Ale wiem, że winna jestem Wam, Mieszkańcy, uczciwość, a nie opowieści z mchu i paproci, że moja praca radnej to same sukcesy i radosne chwile. Czasem jednak coś się nie udaje, mimo szczerych chęci.
Naturalnie nie mam poczucia, że ktoś wyrwał mi skrzydła i pozbawił chęci pracy dla Was. Dalej będę to robić, bo tak postrzegam swoją służbę w roli radnej.
