
Za nami roboczy piknik na Rzekach w Pisarach.
Przede wszystkim wszystkim Wam z serca dziękuję. Sami wiecie, że wykonaliśmy kawał porządnej roboty.
Dla tych, którzy dziś na Rzeki nie dotarli, krótka relacja:
Na Rzekach stawili się ludzie, dla których to miejsce jest ważne, którym brakuje tego, że w Rudawie i w Pisarach nie ma gdzie iść na spacer, którzy chcą, żeby to miejsce znów żyło i którzy nie boją się ciężkiej fizycznej pracy w gronie takich samych zapaleńców. Na miejscu do dyspozycji mieliśmy: sekatory, grabie, piłę łańcuchową i kosiarkę spalinową. Oprócz tego rękawiczki robocze i mnóstwo worków na śmieci. I zapał! Każdy pracował na miarę swoich sił i możliwości – w ruch poszły sekatory i grabie; przycinaliśmy, grabiliśmy, wynosiliśmy śmieci, usuwaliśmy pokrzywy, a najmłodsze dzieci zbierały śmieci do worków. Wpadła do nas wójt Dorota Kęsek i na równi z nami zabrała się do pracy. Były ciasta, ciasteczka, lemoniada, soki, były upominki dla dzieci.
Jak wiadomo, „Finis coronat opus”. Na pikniku roboczym na Rzekach ten „finis” przybrał postać ogniska, zatem można chyba napisać: „Ignis coronat opus”. A przy ognisku, jak to przy ognisku – kiełbaski, pogaduchy, żarty, satysfakcja z dobrze wykonanej pracy.
Prosimy wszystkich, którzy będą odwiedzać to miejsce, żeby zostawili je w stanie takim, w jakim je zastali. Nie zostawiajcie, prosimy, śmieci; nie wrzucajcie ich do rzeki, ani w krzaki.
Dziękuję w imieniu swoim i sołtysa Andrzeja Kaczmarczyka wszystkim, którzy w pocie czoła pracowali, żeby na Rzekach znów było pięknie. A byli to: Katarzyna P-W, Marcin Sikora, Bartosz Adamik z rodziną, Bartek Mitoński, Natalia Kasprzyk, wójt Dorota Kęsek, Rafał Bossowski, Łukasz Domagalski, Rudawianki & przyjaciele, Bartosz Wójcik, Aio Power i wiele innych osób, których nie wymieniłam z imienia, bo po prostu wiele nas było i nie wszystkie imiona poznałam i zapamiętałam.
P.S.
I jeszcze słówko o kładce.
Tak, zręby odbudowywanej kładki stanęły już w czwartek. Czemu wobec tego nie została zamontowana? Czemu nie mogliśmy jej otworzyć, by wszyscy mogli z niej korzystać?
No cóż…
Naiwnie założyliśmy, że jeżeli chcemy coś naszymi rękami i za nasze pieniądze zrobić dla innych, dla tych, którzy chodzą na Rzeki i którym tej istniejącej jeszcze nie tak dawno temu kładki brakuje, to nasze działania spotkają się z pozytywnym odbiorem, a w najgorszym razie z obojętnością. Nie przewidzieliśmy, że ktoś „życzliwy” będzie chciał to storpedować, a tak się, niestety, stało.
Wobec tego dziś rano rozebraliśmy zręby kładki, ale… TO JESZCZE NIE KONIEC! „Życzliwego” serdecznie pozdrawiamy i zostawiamy z refleksją, że łatwiej niszczyć niż budować.
Kładka będzie! W nieco późniejszym terminie, z kompletem zezwoleń, ponieważ rozpoczęłam już w Wodach Polskich działania w kierunku uzyskania pozwolenia wodnoprawnego.
A Rzeki będą żyły i dawały ludziom radość!


























