Wrzesień 2024

Skończył się czas przerwy urlopowej i wraz z innymi radnymi wróciłam do pracy dla mieszkańców.

Przede wszystkim wrzesień był miesiącem zebrań wiejskich. Nie ukrywam, że to doświadczenie tyleż ciekawe, co trudne, bo zebrania wiejskie bywają różne. Są takie, które są merytoryczne i przyjazne, są takie, na których sołtys nie potrafi zapanować nad zebraniem, są też takie, które są eksplozją nienawiści; naprawdę, bywają i takie. Przede wszystkim jednak w czasie zebrań najlepiej widać (i słychać), co jest dla mieszkańców ważne – chodniki, rozbudowy szkół, organizacja Dnia Dziecka (w ogóle dzieci), remonty dróg, woda podmywająca podwórka i ogrodzenia, remizy OSP, sprzedaż i kupno działek. Polityka w ogóle ich nie zajmuje, co osobiście uważam za bardzo fajny sygnał, zwłaszcza w tak upolitycznionym kraju, jak Polska.

We wrześniu odbyła się też nadzwyczajna sesja Rady Gminy, a po niej spotkanie z brązową mistrzynią olimpijską z tegorocznych Igrzysk Olimpijskich w Paryżu Aleksandrą Jarecką, na którym miałam zaszczyt i przyjemność przeczytać i wręczyć pani Oli list gratulacyjny od Doroty Marek – Posłanki na Sejm RP. Bardzo wzruszające przeżycie.

Jak co miesiąc pomagałam mieszkańcom w załatwianiu spraw dla nich ważnych i trudnych, które mnie, jako radnej, załatwić jest dużo łatwiej. Ze szczególnym wzruszeniem myślę o dwóch spotkaniach z mieszkanką Nielepic, która się do mnie zwróciła i pomocy jej i jej choremu synowi. Dla takich chwil warto znosić upokorzenia, których praca radnej jest pełna.

Spotkałam się z dyrektorką szkoły w Rudawie, żeby porozmawiać o wdrożeniu w tej szkole programu proekologicznego, a także z Markiem Styczyńskim, przyrodnikiem, który chce nam pomóc w zaprojektowaniu łąki kwietnej i pozostałego terenu zielonego przy boisku sportowym w Pisarach. No i oczywiście spotykałam się z sołtysem Pisar Andrzejem Krawczykiem. Bardzo lubię i szanuję tego człowieka. Uważam, że robi dla swojego sołectwa bardzo dużo dobrej i potrzebnej roboty, niekoniecznie się tym afiszując.

Dzięki pomocy kierowniczki Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Odpadami Anetty Kucharskiej (zbieżność nazwisk przypadkowa – to popularne nazwisko), miałam okazję spotkać się z dyrektorem Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego Piotrem Dmytrowskim i wspólnie zaplanować działania mające na celu odsłonięcie skał w Dolinie Bolechowickiej. Przy okazji wpadłam na pomysł ciekawej imprezy plenerowej dla rodzin na wiosnę, który dyrektor chętnie podchwycił, więc na wiosnę będzie się działo:) W Dolinie Kobylańskiej będzie się działo.

Wzięłam też udział w sesji Gminnej Rady Seniorów, którzy poprosili mnie, żebym o nich nie pisała, więc – zgodnie z daną obietnicą – pisać nie będę. Zasygnalizuję tylko i podkreślę, że nie zamierzam seniorom zabierać żadnych pieniędzy. Ani nie zamierzam, ani nie mam takiej możliwości – jestem tylko jedną z dwudziestu jeden radnych, a to cała Rada Gminy decyduje o podziale pieniędzy, natomiast o podziale pieniędzy dla Klubów Seniora decyduje dyrektor Samorządowego Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów.

Wrześniowa sesja Rady Gminy to była jazda bez trzymanki. Dziesięć godzin obrad w atmosferze skandalu, szantażu i kłótni. Nawet nie chcę o tym pisać; wyszłam z niej ledwo żywa ze zmęczenia.

Miesiąc zakończyłam Jesiennym Piknikiem w Rudawie zorganizowanym przeze mnie i moich przyjaciół dla mieszkańców Rudawy i nie tylko (były osoby z Karniowic, z Kochanowa, Zabierzowa i innych sołectw). To był mój pomysł i inicjatywa, do którego realizacji udało mi się zaprosić kilka pozytywnie zakręconych osób. I tak bez wsparcia środków publicznych za nasze prywatne pieniądze zorganizowaliśmy bardzo fajną imprezę plenerową na małym boisku Orląt Rudawa. Był dmuchaniec, były darmowe przejażdżki i ćwiczenia na koniach pod okiem profesjonalnego instruktora, były warsztaty kreatywne dla dzieci, jesienne konkursy dla każdego i najważniejszy – konkurs na jesienne ciasto, który niespodziewanie wygrała najmłodsza jego uczestniczka, dosłownie miażdżąc konkurencję. Były świetne (tak orzekły osoby nagrodzone) nagrody dla zwycięzców w postaci jesiennych koszy pełnych domowych przetworów. Przy okazji Pikniku udało nam się nakłonić jego uczestników do bezinteresownego aktu dobra, ponieważ mogli – i chętnie z tego korzystali, zapisać się do bazy potencjalnych Dawców Szpiku; ja też to zrobiłam.

Po czterech miesiącach bycia radną wiem już całą pewnością, co jest niezbędne żeby tą radną być. Wiecie, Państwo, co? Twarda d…a. Bez tego ani rusz!