
25 stycznia na zaproszenie mojego kolegi radnego Tadeusza Jojczyka, sołtysa Brzoskwini, i Rady Sołeckiej tej uroczo położonej wsi miałam okazję, ale przede wszystkim niekłamaną przyjemność gościć na Dniu Seniora w świetlicy wiejskiej w Brzoskwini.
Słowo „gościć” nie oddaje w ogóle istoty sprawy; w Brzoskwini przede wszystkim rewelacyjnie się bawiłam. Obłędnie pyszne jedzenie (ach, te śledzie) przygotowane przez panie z Koła Gospodyń Wiejskich dawały siłę do tańca, a tańczyłam do upadłego 🙂 Dość powiedzieć, że z seniorskich harców wyszłam prawie o trzeciej rano! Jak było? Hm, było tak gorąco, że granitowa podłoga była wilgotna, a ściany na wysokość sześćdziesięciu centymetr ów od sufitu były po prostu mokre –
i to przy włączonej klimatyzacji!
Przede wszystkim była to impreza bez zadęcia i przedłużających się mów oficjalnych gości (zresztą sama, gdy zostanę w takiej sytuacji poproszona o kilka słów, mówię maksymalnie krótko i treściwie; w końcu ludzie na zabawę idą, żeby się bawić, a nie wysłuchiwać przydługich przemówień), bez nadmiernej pompy i bez podziałów, które da się czasem wyczuć wśród uczestników imprez. Życzliwość gospodarzy, miła atmosfera pełna sympatii rozmowy
z wspaniałymi ludźmi i tańce bez końca, do których przygrywała kapela „Senior Band” (jestem fanką tego zespołu!).
Brzoskwinianie, Brzoskwinianki (by nie rzec familiarnie: Brzoskwinki), Panie Sołtysie, z serca Wam dziękuję!
