„O roku ów! kto ciebie widział w naszej gminie!” Podsumowanie roku pracy w charakterze radnej.

Minął rok odkąd zostałam zaprzysiężona na radną Gminy Zabierzów.
Jaki był ten rok?
Poniżej moje subiektywne podsumowanie.

            7 maja zostałam zaprzysiężona na radną. W tym samym dniu zostałam wybrana wiceprzewodniczącą Rady Gminy. Zaszczyt, ale i odpowiedzialność. Postanowiłam wtedy, że zarówno rolę radnej, jak i wiceprzewodniczącej, będę wypełniać najlepiej jak potrafię i z pełnym zaangażowaniem. Przede wszystkim jednak będę blisko ludzi, bo ja lubię działać z ludźmi. Moje bycie radną wyrosło na bazie działalności społecznej i nie zamierzam z niej rezygnować. Na kolejnej sesji zostały powołane do życia komisja stałe w RG (Radzie Gminy). Zgodnie z moimi zainteresowaniami zostałam powołana do pracy w komisjach: Promocji, Kultury i Sportu, Edukacji, Zdrowia i Opieki Społecznej (wtedy jeszcze tak się ta komisja nazywała, ale w nieodległym czasie na mój wniosek nazwa komisji została zmieniona i określenie „opieki społecznej” odeszło do lamusa, a w to miejsce wskoczyła aktualna i znajdująca odzwierciedlenie w aktualnym prawodawstwie nazwa „pomoc społeczna”) oraz Komunalnej i Infrastruktury, Rolnictwa, Leśnictwa i Ochrony Środowiska. Nie ukrywam, że to pomoc społeczna i ochrona środowiska były tym, co mnie najbardziej interesuje. Sport i promocja są jakby oczywiste w moim przypadku (w końcu jestem biegaczką, maratonką, rowerzystką, a oprócz tego wykształconym PR-owcem).

            W czerwcu wraz z rudawskimi radnymi: Haliną Kurtyką, Janem Surówką i Zbigniewem Poradą oraz sołtysem Marcinem Cieślakiem (wtedy jeszcze radni Zbigniew Porada i Jan Surówka oraz sołtys Marcin Cieślak ze mną rozmawiali; w ciągu następnych miesięcy sytuacja ta uległa diametralnej zmianie) byłam na roboczym spotkaniu w siedzibie firmy Mikro-Polska, która nosiła się z zamiarem wybudowanie w Rudawie Parku Miniatur. Spotkanie miało być pierwszym z wielu spotkań roboczych. Było jedynym, bo sprawa ucichła.
            Również w czerwcu miałam niezwykłą okazję być na wizycie studyjnej w budynku Z-1 w byłym Kraków Business Park, co do którego radny Aleksander Moździoch wysunął pomysł kupienia go przez Gminę i przeniesienia tam GOPS-u, GZEAS, Gminnego Ośrodka Kultury z Zabierzowa, Komisji Przeciwalkoholowej, utworzenia tam przedszkola, żłobka, ośrodka zdrowia i innych instytucji gminnych. Do dziś sam pomysł kupienia budynku ma tyle samo zwolenników, co przeciwników, a sprawa nie uległa ani zakończeniu ani nie posunęła się naprzód.
            Wtedy również miało miejsce spotkanie z sołtysami Pisar i Rudawy, a także z radnymi rudawskimi i panią wójt w sprawie remontu drogi wiodącej przez te miejscowości i mostu na suchym korycie Rudawki. Droga należy do Powiatu Krakowskiego i to zadaniem powiatu jest jej utrzymywanie i remont. Obecnie most na suchym korycie został już zbudowany od nowa i służy zarówno mieszkańcom, jak i samochodom wożącym urobek z kopalni w Dubiu.
            W czerwcu rozpoczęłam również epopeję pod tytułem „Strefa Aktywnego Wypoczynku w Więckowicach i jej uciążliwość dla jednej rodziny mieszkającej bezpośrednio przy niej, ale już w Kobylanach”. Epopeję, dodam, która trwa do dzisiaj, a sprawa w dalszym ciągu nie daje ludziom żyć. Poruszałam tę sprawę wszędzie gdzie się da, póki co bez spektakularnych efektów. To że się Strefa, czyli boisko i plac zabaw, się tam znajdują, nie jest problemem. Problemem są nocne krzyki młodzieży, granie w piłkę po nocy, odpalanie petard ludziom pod oknami, picie przez młodzież w wieku szkolnym alkoholu i palenie papierosów na boisku. Sprawa trudna, bo boisko jest potrzebne, ale każdy człowiek ma prawo do spokoju pod swoimi oknami. W celu rozwiązania tej sprawy nawiązałam merytoryczną współpracę z radnymi Bernardem Strzeleckim z Kobylan i Adamem Wierzbickim z Więckowic. Wciąż wierzę, że tę sprawę da się rozwiązać, choć widzę, że to droga przez mękę (z różnych zresztą powodów).
Również w czerwcu przez Radę Gminy zostałam powołana na opiekunkę Gminnej Rady Seniorów z ramienia Rady Gminy.
Ponadto brałam udział w Dniu Dziecka w Pisarach, Senioraliach, Dniach Zabierzowa i 25-leciu Gminnej Orkiestry Dętej. Nawiązałam wraz z radnym Kamilem Farysem z Zabierzowa współpracę z posłanką na Sejm RP Dorotą Marek. Współpraca z posłanką zakończyła się w grudniu.

            Czas wakacji również minął mi pracowicie. Przede wszystkim udało mi się nawiązać współpracę z sołtysem Pisar Andrzejem Kaczmarczykiem i razem zaczęliśmy działać w sprawie przywrócenia mieszkańcom Pisar i Rudawy tak zwanych Rzek, czyli miejsca, w którym Rudawka, stanowiąca w tym miejscu naturalną granicę między Rudawą i Pisarami, cudownie meandruje wśród lęgowego lasu. Miejsce to – niegdyś tętniące życiem, w ostatnich latach było zaniedbane, zarosło chwastami, wśród których piętrzyły się pokłady śmieci. Słowem – obraz nędzy i rozpaczy. Wielu mieszkańców prosiło mnie, żeby zrobić coś w kierunku przywrócenia Rzek, żeby powstała tam ścieżka spacerowa (niegdyś była), kładka dla pieszych (również kiedyś była), szlak rowerowy (nie było, ale przecież może być). Pan Andrzej Kaczmarczyk zapalił się do pomysłu i wspólnie zaczęliśmy działania pod tytułem „Przywracamy Wam Rzeczki”. Zaczęło się to wszystko od gruntownego wykoszenia terenu przez zabierzowski PUK. Następnie z mojej inicjatywy w sierpniu odbył się piknik roboczy na Rzekach, w czasie którego wraz z osobami, które chciały w tym dniu przyjść na Rzeki i wspólnie zrobić coś pożytecznego, pozbieraliśmy śmieci zarówno z polan, jak i z zakoli Rudawki. Na piknik przyjechała wójt Dorota Kęsek, założyła robocze rękawice i razem z pozostałymi osobami zbierała te śmieci. Nie było taryfy ulgowej dla nikogo – sprzątali dorośli, dzieci, wyrywaliśmy chwasty rosnące przy altanie turystycznej, sekatory poszły w ruch, a piła spalinowa odsłoniła brzegi rzeki. W efekcie wyzbieraliśmy kilkanaście 120 litrowych worków śmieci. Pani wójt zleciła również likwidację dzikiego wysypiska, które powstało w tamtym miejscu, a sołtys Kaczmarczyk wysiał na jego miejscu trawę. Rzeki ożyły i wiemy, że regularnie odwiedzają je ludzie, że palą tam ogniska, że po prostu Rzeki znów są dla ludzi. Kolejnym moim planem związanym z Rzekami jest odtworzenie tam kładki; działania w tym kierunku już podjęłam, a materiały na kładkę czekają w magazynie jednej z zaprzyjaźnionych firm, która tę kładkę zasponsorowała. Świat pełen jest dobrych, bezinteresownych ludzi!

            Wakacyjna (lipcowa) sesja RG upłynęła pod znakiem analizy sprawozdania z działalności jednostek OSP na terenie gminy i sprawozdania z polityki senioralnej. Wtedy też udało mi się narobić sobie mnóstwo wrogów. Nie dlatego, że kwestionuję służbę, którą z oddaniem pełnią druhny i druhowie z OSP, tylko dlatego, że zakwestionowałam dane umieszczone w raporcie. Jego autor zgodził się, że rzeczywiście są tam nieprawidłowości i zobowiązał do jego poprawy (nie zrobił tego; złożył wypowiedzenie i przestał pracować w Urzędzie Gminy Zabierzów). Również udało mi się podpaść seniorom. To ostatnie ogromnie mnie zaskoczyło, ponieważ od zawsze seniorów szanuję i lubię. Tak zostałam wychowana. Ponadto życie nauczyło mnie wdzięczności dla starszego pokolenia. Wiem, że gdyby nie oni i ich poświęcenie, moje pokolenie nie znajdowałoby się tu, gdzie się znajduje. Czym podpadłam seniorom? Tym, że z mojej wypowiedzi wywnioskowali, iż chcę im odebrać pieniądze. Nie chcę i nigdy nie chciałam. To zaufanie seniorów z czasem udało mi się po części odbudować. Po części, bo wiem, że są osoby, które nie zaakceptują mnie nigdy. Szanuję to. Po pierwsze nikogo nie da się zmusić do sympatii, po drugie ja nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili. I tyle w temacie. Nie ukrywam, że karnawał mocno się przysłużył odbudowie tej „seniorskiej” sympatii.
            Również w czasie wakacji z panią wójt i radnym Strzeleckim odbyliśmy bardzo konkretną, ale i miłą wizytę w Dyrekcji Wód Polskich w Krakowie, która dała nadzieję na nawiązanie długiej i, miałam nadzieję, owocnej współpracy. Wielki projekt, kilkuletni i za bardzo grube pieniądze z Unii Europejskiej i Banku Światowego. Konkretne działania miały ruszyć we wrześniu. Niestety po drodze zdarzyła się wielka powódź i plany musiały ulec zmianie.

We wrześniu odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Gminy, a po niej spotkanie z brązową mistrzynią z Igrzysk Olimpijskich w Paryżu Aleksandrą Jarecką, na którym miałam zaszczyt i przyjemność przeczytać i wręczyć pani Oli list gratulacyjny od Doroty Marek – Posłanki na Sejm RP. Bardzo wzruszające przeżycie.
Dzięki pomocy kierowniczki Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Odpadami Anetty Kucharskiej (zbieżność nazwisk przypadkowa), spotkałam z dyrektorem Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego Piotrem Dmytrowskim i wspólnie zaplanowaliśmy działania mające na celu odsłonięcie skał w Dolinie Bolechowickiej. Przy okazji wpadłam na pomysł ciekawej imprezy plenerowej dla rodzin na wiosnę, który dyrektor chętnie podchwycił, więc na wiosnę, czyli lada moment, w Dolinie Kobylańskiej będzie się działo.
Przede wszystkim wrzesień był miesiącem, który upłynął mi pod znakiem Pikniku Jesiennego w Rudawie, który zorganizowałam wraz z przyjaciółmi dla mieszkańców Rudawy i nie tylko (były osoby z Karniowic, z Kochanowa, Zabierzowa i innych sołectw). To był mój pomysł i inicjatywa, do którego realizacji udało mi się zaprosić kilka pozytywnie zakręconych osób. I tak bez wsparcia środków publicznych za nasze prywatne pieniądze zorganizowaliśmy bardzo fajną imprezę plenerową na małym boisku Orląt Rudawa. Był dmuchaniec, były darmowe przejażdżki i ćwiczenia na koniach pod okiem profesjonalnego instruktora, były warsztaty kreatywne dla dzieci, jesienne konkursy dla każdego i najważniejszy – konkurs na jesienne ciasto, który niespodziewanie wygrała najmłodsza jego uczestniczka dosłownie miażdżąc konkurencję. Były świetne (tak orzekły osoby nagrodzone) nagrody dla zwycięzców w postaci jesiennych koszy pełnych domowych przetworów. Przy okazji Pikniku udało nam się nakłonić jego uczestników do bezinteresownego aktu dobra, ponieważ mogli – i chętnie z tego korzystali, zapisać się do bazy potencjalnych Dawców Szpiku; ja też to zrobiłam.
            Również we wrześniu w czasie zupełnie prywatnego spaceru na Rzeki zaobserwowaliśmy intensywnie niebieską wodę płynącą rzeką. Pobraliśmy próbkę wody. Zgłosiłam sprawę do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Ponadto w internecie odbyła się zbiórka na przeprowadzenie badań tej wody. Wyniki były porażające! 6,5 krotnie przekroczone stężenie substancji rakotwórczych. Dochodzenie prokuratorskie ciągnie się do dziś.

            Październik był miesiącem spotkań. Najpierw wyjazd z seniorami z Klubu Senior + z Zabierzowa na Senioralia do Myślenic, potem spotkanie z Fundacją Niebieska Pracownia, w czasie którego zaczął się krystalizować pomysł zorganizowania Dni Świadomości Atypowości w Gminie Zabierzów, inicjatywa, zrealizowana z powodzeniem w kwietniu, który jest miesiącem Świadomości Autyzmu.
            Najważniejszym w mojej ocenie wydarzeniem października 2024 były wybory sołeckie, czyli sytuacja bardzo ciekawa, zwłaszcza w gminie, która pomału staje się sypialnią Krakowa. Ja w tych wyborach kibicowałam trzem kandydatom; dwóch z nich to wieloletni sołtysi z olbrzymim doświadczeniem i wiedzą, jeden – świeży kandydat bez doświadczenia, za to z zapałem, głową pełną pomysłów, otwarty na potrzeby innych. Dwóch z nich, czyli dotychczasowy sołtys Pisar Andrzej Kaczmarczyk i dotychczasowy sołtys Ujazdu Jan Baran, obroniło funkcje, z czego bardzo się cieszę, bo z oboma mam świetną współpracę i apetyt na więcej wspólnych działań, jeden, czyli ów świeży kandydat na sołtysa Rudawy, przepadł. Szkoda, ale to są uroki demokracji. Przede wszystkim jednak był to czas kampanii wyborczej, który pokazał, że bywają kampanie prowadzone z klasą i szacunkiem do kontrkandydata, bywają też pełne niechęci, by nie rzec nienawiści, kłamstw, manipulacji. Czego by nie powiedzieć, po październiku przybyło mi wrogów.

W październiku rozpoczęłam też moje dyżury radnej, które pełnię w każdy drugi czwartek miesiąca w świetlicy wiejskiej w Ujeździe w godzinach od 18.00 do 20.00. Lubię kontakt z ludźmi, lubię rozmowy z mieszkańcami i bycie blisko nich i ich problemów. Czasem dam radę pomóc w ich rozwiązaniu, czasem nie, ale zawsze próbuję.

Kolejne październikowe spotkanie to była moja wizyta u dyrektorki szkoły w Rząsce w ramach pracy Komisji Edukacji, Zdrowia i Pomocy Społecznej. To taka obowiązkowa kontrola, która przez Komisję musi być przeprowadzona co roku. Moja wizyta w szkole w Rząsce trwała przeszło dwie godziny, ale spokojnie mogę napisać, że poznałam dogłębnie sukcesy i potrzeby tej szkoły. Przede wszystkim jest to, moim zdaniem, szkoła świetnie zarządzana przez dyrektorkę, która potrafiła swoim zapałem zarazić grono pedagogiczne. Dość powiedzieć, że od lat przy szkole działa stowarzyszenie, założone przez nauczycieli pracujących w tej szkole, i to stowarzyszenie zarabia, startuje w konkursach, zdobywa granty! Fantastyczna sprawa. Nie zmienia to jednak faktu, że w szkole uczy się bardzo dużo dzieci, a na sale lekcyjne i gabinety zostały zaadaptowane prawie wszystkie pomieszczenia w piwnicy szkoły. Czy szkolna piwnica przerobiona na salę, w której uczą się dzieci, z okienkiem o trzedziestocentymetrowej wysokości jest optymalnym miejscem do nauki? Nie jest. Tak samo jak nie jest optymalnym miejscem do odpoczynku lub wyciszenia w czasie przerwy stolik do szachów ustawiony w dość wąskim przejściu w korytarzu. A mimo tych warunków szkoła realizuje mnóstwo innowacji, uczniowie szkoły biorą udział w konkursach przedmiotowych, piszą z dobrymi wynikami egzamin ósmoklasisty. Realia polskiej szkoły doprawdy nie są lekkie.

Listopad przyniósł kolejne wyzwanie, które jest wynikiem tego, co już na wiosnę w czasie kampanii wyborczej mówili mi mieszkańcy Rudawy. Chcieliby oni, żeby w Rudawie znów był staw, który w ciągu kilkunastu ostatnich lat kompletnie zarósł. W lecie zrobiłam rekonesans nad stawem i zrozumiałam, dlaczego tego chcą; miejsce jest absolutnie magiczne. Wtedy też stwierdziłam, że zrobię wszystko, żeby zrekultywować to miejsce. Co więcej, dotarło do mnie, że jest to idealne miejsce na park, którego tak w Rudawie brakuje. Żeby wszystko było zrobione legalnie, wystąpiłam do Urzędu Gminy i dostałam zezwolenie na piśmie na pracę ta tym terenie i wycięcie samosiejek, krzewów i niektórych, zgodnych z ustawą, drzew (czarnego bzu i leszczyny). Wraz z osobami zainteresowanymi pracą przy rekultywacji miejsca nad stawem w czasie bardzo pracowitej soboty rozpoczęliśmy tam zgodne z zaleceniami z Wydziału Ochrony Środowiska prace. A potem spadł śnieg. W związku z tym prace zostały wznowione na wiosnę – tym razem przez profesjonalną firmę. W międzyczasie poprosiłam radnego Jana Surówkę o przychylność dla idei utworzenia parku, a on zadeklarował, że to fajny pomysł. Ponieważ życie radnej nie jest usłane różami, dziewięć osób nie zgodziło się na utworzenie parku, zażądali za to oczyszczenia stawu przez profesjonalną firmę, do którego, jak sami napisali, przez „wiele lat były wrzucane śmieci, w tym szkło i metal” (Hm, ciekawe, kto je tam wrzucał?). Gmina zajęła stanowisko łatwe do przewidzenia. Dość powiedzieć, że prace trwają mimo donosów telefonicznych o rzekomych nieprawidłowościach i wycinaniu starych drzew (co jest oczywistą nieprawdą). Prace, dodam, finansowane z prywatnych środków.
            W listopadzie zaliczyłam też spektakularną porażkę. Na mój dyżur radnej przyszedł zastępca komendanta jednostki OSP w Ujeździe i przedstawił dramatyczną sytuację tej jednostki dotyczącą braku garażu na cztery samochody, które są w posiadaniu jednostki. Garaż jest wynajmowany, a strażacy proszą, by gmina postawiła im chociaż blaszak, bo właściciel garażu wypowiedział umowę najmu. Próbowałam pomóc, ale okazało się, że w Ujeździe nie ma działki, na której można byłoby postawić taki blaszak. Uważam, że Ujazdowi jest potrzebny budynek komunalny z remizą; ich dotychczasowe lokum jest haniebnie małe i ciasne – jedna niewielka sala, która jest współdzielona przez: świetlicę środowiskową, Klub Seniora, sołtysa i radną. Remiza, która może i była wystarczająca sześćdziesiąt lat temu, teraz nie jest. Nawet bardzo nie jest. Jednocześnie moje poparcie dla sprawy nic nie daje w sytuacji, gdy nie ma gruntu, na którym można zbudować cokolwiek. Rozumiem rozżalenie strażaków z Ujazdu, a jednak nie jestem w stanie im pomóc.
            Kolejne miłe i potrzebne zdarzenie w listopadzie to nieformalne spotkanie z Gminną Radą Seniorów i wyjaśnienie sobie pewnych niejasności, które między nami stopniowo narastały i zaczynały tworzyć mur. Na szczęście nieporozumienia udało nam się wyjaśnić.
Kolejną listopadową inicjatywą była Grudniowa Paczka (na wzór Szlachetnej Paczki), w ramach której wraz z grupą przyjaciół organizowaliśmy pomoc dla trzynastu rodzin potrzebujących pomocy z terenu naszej gminy we współpracy z zabierzowskich GOPS-em. Rozpoznaliśmy potrzeby tych rodziny, przedstawiliśmy je na stronie internetowej, pozyskaliśmy Darczyńców, zebraliśmy i skoordynowali pomoc rzeczową. Bycie częścią tej wspaniałej inicjatywy w charakterze wolontariuszki było dla mnie wyzwaniem i zaszczytem. Akcja miała swój finał w grudniu przed samymi Świętami.
            W listopadzie uczestniczyłam również w otwarciu pierwszej w naszej gminie lodówki społecznej, utworzonej w inicjatywy radnego Adama Wierzbickiego.
            Również w listopadzie miałam okazję wystąpić w roli panelistki w czasie Forum Partycypacji Obywatelskiej Młodzieży zorganizowanym w naszej gminie przez Stowarzyszenie Demokracja w Praktyce. Budujące było obserwowanie zapału młodzieży biorącej udział w Forum.

            W grudniu brałam udział w sesji Gminnej Rady Seniorów, a następnie – kilka dni później – w Wigilii Gminnej Rady Seniorów w Willi w Kochanowie. Piękne to były chwile i pełne ciepła. Ta seniorska Wigilia zaczęła mój cykl spotkań wigilijno-choinkowych, które są formą powiedzenia sobie: „Jesteśmy tu razem i razem robimy fajne rzeczy, a ty, radna Gabrielo Kucharska, jesteś naszym gościem”, i to jest fajne. Później było zapalenie choinki na Rynku w Rudawie i kolejne miłe spotkania – tym razem z moimi ulubionymi Rudawskimi Koronczarkami i KGW z Brzezinki i z Rudawy. Była to też okazja do wsparcia zbiórki dla Stasia Szymbary, młodziutkiego mieszkańca naszej gminy, który nie chodzi.
Była też coroczna msza fundacyjna i wigilijny obiad w Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach. Nie sposób też nie wspomnieć o pierwszym zabierzowskim kolędowaniu, czyli imprezie „O, Choinka!”, które było wspólnym śpiewaniem kolęd przez mieszkańców gminy przybyłych w tym celu na zabierzowski Rynek. Wraz z pozostałymi radnymi, kierownikami wydziałów urzędu gminy, kierownikami jednostek, dyrektorami SCKiPGZ i PUK, strażakami i harcerzami zaśpiewałam na scenie trzy kolędy, zaś na płycie Rynku śpiewali z nami mieszkańcy. Potem spotkanie z radnymi i sołtysami na opłatku w urzędzie, co było bardzo miłe. Na koniec miesiąca spotkanie – również świąteczne, z grupą przyjaciół, z którymi razem robimy dobre rzeczy.

Przede wszystkim jednak w grudniu nastąpił rozpad koalicji w Radzie Gminy, a tym samym stałam się radną sprzyjającą wójt Dorocie Kęsek, ale przy okazji radną mniejszościową.

            Styczeń przyniósł odwołanie dotychczasowego prezydium Rady Gminy i powołanie nowego. Tym samym przestałam być wiceprzedodniczącą RG. W skład poprzedniego prezydium wchodzili radni z wszystkich komitetów wyborczych, które startowały w wyborach samorządowych. Swojego przedstawiciela w tym organie mieli wyborcy Elżbiety Burtan, wyborcy Doroty Kęsek, wyborcy PO i wyborcy PiS. W skład obecnego prezydium wchodzą tylko radni startujący z komitetów wyborczych Elżbiety Burtan i radny z PiS. W takiej sytuacji przyjęłam taktykę: „W prezydium się bywa, radną się jest”. Zmieniły się również składy komisji stałych Rady Gminy. Zostałam powołana do składu Komisji: Statutowo-Regulaminowej, Bezpieczeństwa i Spraw Obywatelskich, Planowania Przestrzennego i zostałam w Komisji Promocji, Kultury i Sportu.
            Styczeń i luty były również czasem licznych zabaw karnawałowych. Jedno, co należy z całą mocą przyznać – tak jak się bawią seniorzy, nie bawi się nikt! W życiu się tak nie wytańczyłam! A przy okazji rozmowy, rozmowy, rozmowy. Wspaniały czas.

            W lutym dopadła mnie plotka, że zamierzam startować w konkursie na dyrektora Samorządowego Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów (kadencja obecnej pani dyrektor kończy się z dniem 31 lipca 2025 roku), a co więcej, że to stanowisko już na mnie czeka! Informacja ta najpierw wprawiła mnie w zdumienie, a potem szczerze ubawiła. Nie! Dalibóg, nie! Wiem, że wiele osób dało jej wiarę, a zupełnie niepotrzebnie. Wystarczyło zapytać J Plotka uległa wyciszeniu dopiero w momencie, gdy został ogłoszony konkurs na to stanowisko i stało się jasne, że nie spełniam wymogów formalnych konkursu. Jeszcze raz powtarzam – wystarczyło zapytać.

Marzec rozpoczęłam wizytą wraz w wójt Dorotą Kęsek i radnymi w partnerskiej Gminie Krapkowice, gdzie odebraliśmy, jako radni z Gminy Zabierzów, podziękowania za pieniądze, jakie nasza gmina przekazała im po wrześniowej powodzi, a które częściowo sfinansowały zakup samochodu wykorzystywanego przez tamtejszy sztab zarządzania kryzysowego.
W marcu miałam też niewątpliwy zaszczyt, ale przede wszystkim przyjemność, być gościem „śledzika” w Klubie Seniora „Wrzos” w Pisarach. Nie zaproszono tam żadnego oficjela z Gminy – ani pani wójt, ani przewodniczącego Rady, ani radnych. Cudowni seniorzy z Pisar zaprosili mnie z czystej sympatii. No i jak ja mam tego nie poczytywać za zaszczyt? Kolejnym wyróżnieniem, bo tak to odbieram, było zaproszenie, z którego chętnie skorzystałam, na Dzień Kobiet do Kobylan.
            27 marca uczestniczyłam w seminarium „Zdrowie Seniorów” w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej, zorganizowanym przez wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Zdrowia posłankę Wioletę Tomczak.
            W marcu ruszyły też przygotowania do wymyślonego przeze mnie Pikniku Wielkanocnego w Ujeździe dla mieszkańców Ujazdu i Brzezia. Skąd pomysł? Ano stąd, że w ciągu kilku miesięcy mojej pracy w charakterze radnej w Ujeździe zauważyłam, bo nie zauważyć się tego nie da, że pomiędzy tymi dwoma miejscowościami istnieje głęboki mentalny rów. Jedna szkoła, jedna parafia, jeden sklep, dzieci razem się bawią, a podział jest. I to głęboki! Postanowiłam spróbować zrobić coś w kierunku „zasypania” tego rowu. Jak wiadomo, ludzie najbardziej zbliżają się do siebie wspólnie coś robiąc, stąd pomysł Pikniku Wielkanocnego z warsztatami robienia pisanek i palm wielkanocnych. Do pomysłu udało mi się przekonać sołtysa Ujazdu Jana Barana i sołtysa Brzezia Bartka Szczukę, przede wszystkim jednak udałam się do proboszcza parafii w Brzeziu księdza doktora Ryszarda Barańskiego, który bardzo sprzyjał wydarzeniu. Do tego stopnia, że osobiście powiesił plakat informujący o nim na tablicy ogłoszeń parafialnych. Do organizacji postanowiły się włączyć: Klub Seniora z Ujazdu, jednostki OSP z Ujazdu i z Brzezia, Rada Rodziców ze szkoły w Brzeziu i Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych TERAZ.

            Piknik odbył się w przeddzień Niedzieli Palmowej. Mieszkańcy przybyli tłumnie i chętnie wzięli udział w warsztatach robienia plam wielkanocnych, pisanek i konkursie ciast. Nie obyło się bez dmuchańca i stanowiska rejestracji potencjalnych dawców szpiku kostnego w bazie DKNS. Rzecz cała ponownie została zorganizowana bez angażowania pieniędzy publicznych, jedynie dzięki prywatnym środkom oraz sponsorom oraz panom sołtysom, strażakom, seniorom i mamom z Rady Rodziców.
            Żeby nie było zbyt kolorowo już dzień po pikniku jeden z seniorów z Brzezia, który nie był obecny na Pikniku zaczął pisać w internecie jakobym obrażała seniorów w czasie Pikniku, określając ich mianem „DZIADÓW I NIEUDACZNIKÓW”. Po komentarzach ludzi, którzy byli tam obecni, zmienił zdanie i twierdził, że mówiłam to w czasie przygotowań do imprezy, w czasie których też go zresztą nie było. Pomówienie? Oszczerstwo? Na pewno nieprawda. Bywa. Jednocześnie szkoda, że ktoś próbuje deprecjonować pracę tylu wspaniałych bezinteresownych ludzi zaangażowanych w to przedsięwzięcie i poświęcających swój wolny czas i pieniądze. Na szczęście na początku maja wyjaśniliśmy sobie tę sprawę i mam nadzieję, że ów senior wierzy już, że doszło do jakiegoś piramidalnego nieporozumienia i nieścisłości w przekazie.
            Kilka dni później, w przeddzień Wielkiego Czwartku, wraz z zaprzyjaźnionymi seniorkami z Klubu Seniora „Wrzos” z Pisar ugotowałyśmy 60 litrów żurku wielkanocnego, część dla potrzebujących seniorów z terenu gminy, reszta powędrowała do lodówki społecznej. Była to kolejna inicjatywa realizowana ze Stowarzyszeniem Inicjatyw Lokalnych TERAZ.

Tuż po Świętach odbyły się I Dni Świadomości Atypowości w Gminie Zabierzów, które współorganizowałam wraz z Martą Kubaty („Niebieska Pracownia”), Kingą Gibadło – dyrektorką Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Zabierzowie i szefową Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Anną Korzonek – pedagog ze Szkoły Podstawowej im. Janusza Korczaka w Zabierzowie, wraz z partnerkami dyrektorką GZEAS Eweliną Szlachtą, Katarzyną Starowicz i Aleksandrą Małek z Samorządowego Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów, a swoim patronatem objęła wydarzenie wójt Dorota Kęsek. Był konkurs plastyczny dla uczniów ze szkół z terenu gminy „Serce dla autyzmu”, był Błękitny Marsz, była projekcja filmu „ŚUBUK”, a po niej panel dyskusyjny. Dobór panelistów był znakomity; byli nimi terapeuci pracujący z osobami atypowymi, pedagożki i psycholożki pracujące z takimi dziećmi, i dwie mamy dorosłych już dzieci atypowych. Edward Bolak, Alina Perzanowska (twórczyni Farmy Życia z Więckowic), Anna Korzonek, Kinga Gibadło i – skromnie – ja. Skala poruszonych problemów była ogromna – od rozpoznania atypowości w jak najmłodszym wieku, poprzez wychowanie i terapię osób atypowych, po atypowość w dorosłym życiu. 

Z kolegami z Rady Gminy założyłam Klub Radnych i zostałam powołana do Komisji Rewizyjnej RG.

Czyli mogę śmiało napisać, że za mną pracowity rok i będzie to prawdą. Są inicjatywy, o których nie napisałam, bo są dopiero na etapie ustaleń, są i takie, które wymagają długofalowej pracy, którą już rozpoczęłam, ale jeszcze końca nie widać.

Są w tej całej powodzi radości sytuacje zwyczajnie po ludzku przykre. Wiem, że po gminie krąży plotka jakobym to ja napisała donos na dyrektor SCKiPGZ. Wiem też, że krąży plotka, jakobym to ja napisała donos na radnego Jana Surówkę. Wiem, że wiele osób uważa, że to ja napisałam niesławny artykuł na portalu KR24.pl bezlitośnie krytykujący występ seniorów z Klubu Seniora „Sami Swoi” na krakowskim Rynku w czasie Jarmarku Wielkanocnego. Tłumaczenie, że nie jestem wielbłądem i że zawsze podpisuję swoje teksty swoim nazwiskiem nic nie dało. Są tacy, którzy wiedzą lepiej. Że nie napisałam anonimów udowodnić nie zdołam, a NIE NAPISAŁAM. Że nie napisałam artykułu, zaświadczył redaktor naczelny portalu. Z tego co wiem, mało kto mu uwierzył.
To jest oczywiście przykre.
A jednocześnie służba mieszkańcom, praca z nimi daje tyle radości, że wiem, że warto to robić. Trzeba mieć, rzecz jasna, twardą d…ę, ale warto!
W ciągu tego roku poznałam wiele fantastycznych osób, z którymi miałam zaszczyt i okazję przegadać wiele godzin, którym miałam okazję pomóc lub chociażby spróbować pomóc. W ciągu tego roku zetknęłam się – po raz pierwszy w swoim życiu – z organiczną nienawiścią; nie z powodu tego co robię, ale dlatego, że ja to ja. Radzę sobie z tym nieźle, a jednocześnie mam refleksję, że Gmina Zabierzów mogłaby być w zupełnie innym miejscu, gdyby nie te kretyńskie wojenki. Pozyskałam do współpracy rewelacyjnych ludzi – społeczników, którzy mi ufają i którym ja ufam. I to właśnie jest najważniejsze – LUDZIE.

I na koniec: nie opisałam tu rzeczy bardzo ważnych z punktu widzenia Gminy, ale takich, na które nie miałam większego wpływu, jak uchwalanie budżetu, uchylanie uchwały budżetowej przez Regionalną Izbę Obrachunkową, kwestii związanych z podatkami, rozpoczynanymi i kończonymi budowami. To kwestie bardzo ważne, ale ja opisałam swoje działania. Swoje, a nie innych.

Drodzy mieszkańcy!
Jestem zawsze do Waszej dyspozycji. Zapraszam Was w każdy drugi czwartek miesiąca do Ujazdu na mój dyżur radnej. Pogadamy, może wpadniemy na jakiś fajny pomysł. Jestem radną, która działa z mieszkańcami i dla mieszkańców.