Listopad, czyli prac nad budżetem ciąg dalszy – tym razem to już prace radnych i komisji budżetowej. Zgodnie z prawem, w połowie listopada radni dostali projekt budżetu, przedstawiony przez wójt i… rozpoczął się festiwal niezadowolenia. Można zapytać: „dlaczego?” Można, ale po co? Wiadomo przecież, że kołdra zawsze jest za krótka i jeszcze nigdy w żadnej gminie nie powstał budżet, z którego zadowoleni byliby wszyscy.
Zrozumiałe jest, że większość (jeżeli nie wszyscy) radnych skupiła się na inwestycjach, a co więcej – na inwestycjach w poszczególnych sołectwach.
Czy słusznie? To zależy. Skarbnik gminy zapytał mnie przed sesją rady gminy, ilu jest radnych Gminy Zabierzów. Odpowiedziałam – 21. A skarbnik, doprecyzował pytanie „Nie, ilu jest w radzie, ale ilu jest radnych Gminy Zabierzów?” Zrozumiałam pytanie i oboje uśmiechnęliśmy się dość smutno. Pan skarbnik pytał, ilu radnych zajmuje się sprawami CAŁEJ gminy, a nie tylko swoich sołectw, a tu odpowiedź nie jest już taka prosta.
W zeszłym miesiącu pisałam o tym, jakie inwestycje potrzebne są w kontekście całej gminy; przebudowa instalacji wodno-kanalizacyjnej, budowa gminnego PSZOK-u, konieczność wiercenia nowych studni, budowa cmentarza komunalnego, kwestie bezpieczeństwa. Oczywiście jest ich więcej i wszyscy radni o tym wiedzą, a tymczasem po przedstawieniu propozycji budżetu większość radnych skupiła się na zadaniach w „ich” sołectwach. I znów radni-sołtysi okazali się przede wszystkim sołtysami, a radni, którzy sołtysami nie są, w większości okazali się mieszkańcami swoich sołectw. I znów w kuluarach część radnych mocnym głosem deklarowała, że nigdy nie zagłosują za podniesieniem/urealnieniem podatków i podniesieniem opłaty za odbiór odpadów. Część radnych deklarowała, że, owszem, jest to potrzebne, a tymczasem w czasie sesji rady gminy byłam jedyną radną, która powiedziała to głośno. W projekcie budżetu taka podwyżka się nie znalazła.
W listopadzie zorganizowałam spotkanie radnych w prawie budżetu. Część radnych przyszła, część przeprosiła telefonicznie, że nie mogą przyjść, bo mają w tym czasie inne ważne sprawy, część była zwyczajnie oburzona moim zaproszeniem i stwierdziła, że „z Kucharską rozmawiać nie będą”. Trudno, zdarza się. Spotkanie się odbyło i było merytoryczne. Mój cel nie został jednak osiągnięty, co, uważam, odbywa się za szkodą dla gminy.
Również w listopadzie, na prośbę strażaków z Ujazdu, pośredniczyłam w zorganizowaniu spotkania z panią wójt w sprawie pozyskania środków od marszałka Łukasza Smółki na remont zabytkowego samochodu. Oprócz tego została poruszona kwestia zakupu działki pod nową remizę OSP Ujazd i budynku sołeckiego. Wójt wykazała pełne zrozumienie, a spotkanie zakończyło się sukcesem i deklaracją przyjaznej współpracy z wójt ze strony ujazdowskich strażaków.
Co do Ujazdu, nie będę pisać, że moje działania radnej są tam nieustającym pasmem sukcesów, bo nie są. Np. byłam umówiona z prowadzącą w Ujeździe świetlicę środowiskową panią Beatą, że przeprowadzę dla dzieci warsztaty z udziałem seniorów, pokazujące jeden ze zwyczajów jesienno-zimowych w dawnych wsiach podkrakowskich. Mimo wcześniejszej deklaracji pani Beaty nic z tego nie wyszło, bo, jak mi powiedziała, rodzice sobie tego nie życzyli. No cóż, trudno. Nie było tych, będą inne.
Jednocześnie moja współpraca z sołtysem Janem Baranem układa się znakomicie. Rodzą się z niej znakomite pomysły, które razem będziemy realizować w Ujeździe (część już jest w trakcie realizacji); tu głęboki ukłon w stronę pani Ewy, żony sołtysa, która jest osobą nadzwyczaj kreatywną, a burze mózgów z jej udziałem zawsze przeradzają się w coś pozytywnego i ciekawego. Więcej szczegółów za miesiąc. Na razie, uchylając nieco rąbka tajemnicy, napiszę tylko, że szopka w Ujeździe będzie w tym roku zupełnie inna niż w latach ubiegłych.
Na koniec kilka słów o listopadowej, wyjątkowo długiej, sesji. Sesji, nie waham się napisać, trudnej. Wspominałam nie raz, że i wójt, i radni to ludzie. Mamy swoje sympatie, mamy i antypatie, jak w każdej społeczności. Jednakże to, co działo się w czasie listopadowej sesji zdecydowanie przekroczyło granice politycznego, czyli według staropolskiego znaczenia grzecznego, zachowania. Ta sesja to była, w mojej ocenie, jatka. Część radnych pokrzykiwała, że taki budżet to skandal, część mówiła, że jest niesprawiedliwy i że są sołectwa, które od lat nie dostały nic (to ciekawa retoryka, bo Dorota Kęsek jest z wójtem dopiero 1,5 roku, a jeżeli jakieś sołectwo rzeczywiście – co nie jest zresztą prawdą – nie dostało nic od lat, to należałoby mieć raczej pretensje do poprzedniej pani wójt i rady gminy poprzedniej kadencji). Radni atakowali się ad personam. Padały kłamstwa.
Gorąca dyskusja, by nie rzec awantura, wywiązała się w trakcie odpowiedzi dyrektor Samorządowego Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów Izabeli Biniek na pytania wójt. Wójt pytała, dyrektor odpowiadała, a przewodniczący Jacek Kozera próbował nie dopuścić pani wójt do głosu. Przepychanka słowna to bardzo delikatne określenie tego, co miało tam miejsce. Czy przewodniczący Rady Gminy Zabierzów jest odpowiednią osobą, by udzielać wójt połajanek? Czy może przerywać jej wypowiedzi i próbować nie dopuścić jej do głosu? Czy naprawdę obawa przed tym, co mówiła dyrektor Biniek, była tak wielka? Przebieg tej burzliwej wymiany zdań możecie Państwo zobaczyć w zamieszczonym wyżej filmie. Naprawdę warto go obejrzeć do końca. Czy tak należy prowadzić obrady rady gminy? Pytanie zostawiam otwarte.
Kolejną kwestią, która rozpaliła część radnych, było podniesienie wynagrodzenia wójt. Kilku radnych twierdziło, że za taką pracę żadna podwyżka się nie należy. Radny (szczególnie łasy na popularność) z Rząski zarzucił wójt polityczną korupcję (grubo!). Tymczasem ta podwyżka wynika z nowelizacji ustawy (z 15 października). Spytałam ostatnio wójt Dorotę Kęsek o to, czy urzędnicy, pracujący w Urzędzie Gminy Zabierzów, również będą mieli podniesione wynagrodzenie; odpowiedziała, że tak. To pytanie w czasie sesji nie padło, a szkoda. W ogóle ta sesja była smutnym, a nawet żenującym wydarzeniem; radni rozmawiali, nawet niespecjalnie zniżając głos, i spacerowali po Sali obrad, przewodniczący rady krzyczał na panią wójt i nie dopuszczał jej do głosu – jak we włoskim parlamencie, a nie spokojnej Gminie Zabierzów.
Na koniec powrócę do kwestii podniesionej przez kilku radnych, że za taką pracę żadna podwyżka wójt się nie należy. Ciekawym zbiegiem okoliczności byli to ci sami radni, którzy, gdy do zakończenia sesji zostało jeszcze piętnaście punktów, po prostu wyszli z sesji. Tym samym nie zagłosowali za przyjęciem rezolucji, która może wpłynąć na zyskanie przez gminę kilkudziesięciu milionów rocznie. Czy za taką postawę owym radnym należy się dieta w pełnej wysokości? Pytanie retoryczne, ale chyba jednak trafne.
